Wcale nie miała ani nie ma do haftu anielskiej cierpliwości, po prostu lubi się nim zajmować. W czasie okupacji niemieckiej, kiedy w domu było mnóstwo roboty, jako mała dziewczynka uciekała przed matczynymi oczyma na strych i tam na znalezionych gdzieś kawałkach szmatek, z pomocą także znalezionego sznurka haftowała. Ta miłość do haftu, którego nikt nigdy jej nie uczył, została jej do dziś.
Urodzona w 1931 r. Helena Nowobilska nad tym co będzie haftować specjalnie się nie zastanawia. Twierdzi, że wszystko widzi „w głowie”, a motywów dostarcza jej dookolna rzeczywistość przyrody i kultury. Jej hafty roją się więc od dziewięćsiłów, szarotek, złotogłowi i parzenic wyszywanych zwykle na góralskich portkach. Tańczy na nich światło i cień sprytnie zakomponowane wyłącznie za pomocą różnobarwnych nici. Owoce jej pracy wydają się nie tyle przedstawiać, ile być tym, co przedstawiają, jakby za chwilę miały roztoczyć wokół siebie zielone zapachy.
Białczańska artystka haftowała koszule dla angielskiej królewskiej pary Elżbiety II i Filipa, dla króla i królowej Danii, dla prezydenta Finlandii Urho Kekkonena, stułę z motywem podhalańskim dla Jana Pawła II. Jej wielobarwne hafty trafiły do Nowej Gwinei, Nowej Zelandii, Kanady, USA, Ameryki Południowej i Szwecji. Dla miejscowego kościoła haftuje chorągwie, stuły i dalmatyki. Któż zrobiłby to piękniej niż ona? Z większym zaangażowaniem? Wyczuciem kształtów i kolorów? Helena Nowobilska ozdobiła też suknię niejednej panny młodej chcącej oszołomić narzeczonego wykwintem swego stroju.
Szerokiemu gronu artystka ujawniła swój talent, gdy miała 20 lat. Wygrała wówczas podhalański konkurs haftu. Potem zaczęła pracę w Cepelii, gdzie przez ponad 30 lat pozostawała wysoce cenionym rękodzielnikiem. Choć nie mogła tam wyjść ze swą sztuką poza obowiązujące szablony, w pełni dać upustu góralskiej fantazji, biorąc udział w wielu wystawach i konkursach krajowych oraz międzynarodowych, zawsze wracała z nagrodą. Teraz, mimo wieku, sama projektuje i rysuje wzory na koszule, obrusy, makatki czy kościelne szaty. Talent po niej odziedziczyła córka Maria Staszel mieszkająca w Maruszynie i wnuczka Danusia Para, uczennica Technikum Włókienniczych Wyrobów Dekoracyjnych w Zakopanem.
